Pontiac Firebird

Jak nazywa się największy konkurent Forda Mustanga na przełomie lat 60. i 70.? Dla podpowiedzi dodajmy, że to niemal sobowtór Chevroleta Camaro.

Na jego masce widnieje głowa dumnego wodza Siuksów ze szczepu Ottawa. Zaraz, zaraz.... jak mu było na imię? Pontiac! A temu jego ognistemu ptakowi? Firebird!

Pojazd kosmiczny

Ciekawe, jak wyglądały miny szefów General Motors, gdy w 1964 roku Ford triumfował po wypuszczeniu na rynek sportowego Mustanga. Tak się akurat złożyło, że już jakieś dziesięć lat wcześniej GM intensywnie pracowało nad podobnym, a nawet znacznie ciekawszym projektem.

Nazwano go Firebird, bo pod jego maską pracował silnik z turbosprężarką o mocy... 420 KM! W 1957 roku powstała jego druga, zaś rok później – trzecia studyjna wersja. Firebird III zaskoczył motoryzacyjny świat technologiami niestosowanymi w żadnych innych samochodach. Auto posiadało hydropneumatyczne zawieszenie i elektromagnetycznie sterowaną skrzynię biegów. W środku kierowca miał do dyspozycji centralnie umieszczony joystick, który obsługiwał nie tylko układ kierowniczy, ale i hamulcowy, a także zastępował pedał przyspieszenia! Auto wyposażono w tempomat, namiastkę ABS oraz automatyczną klimatyzację zapewniającą stałą temperaturę nawet podczas postoju. To nie wszystko. Samochód otwierany był za pomocą ultradźwiękowego pilota. W oczy rzucała się również niezwykle agresywna sylwetka. Szpiczasty dziób i pionowe stateczniki w połączeniu z „kosmicznym” wnętrzem upodabniały Firebirda do pojazdu rodem z filmu science-fiction.

Atak bliźniaków

Dlaczego Firebird nie trafił wtedy do seryjnej produkcji? Nie wiadomo. Faktem jest jednak, że ofensywa Mustanga, której bossowie GM chcąc nie chcąc, byli świadkami, podziałała na nich na tyle mobilizująco, że już niecałe dwa lata później wypuścili na rynek dwa auta mające konkurować z przebojem Forda. Były to niemal bliźniacze Chevrolet Camaro i Pontiac Firebird.

Od marca do grudnia 1967 roku sprzedano prawie 90 tysięcy egzemplarzy Firebirda. Nieźle, choć do wyników Mustanga wciąż było daleko. Ojcem późniejszych sukcesów „ognistego ptaka” okazał się niejaki John Z. DeLorean, który do końca lat 60. pełnił funkcję dyrektora w firmie Pontiac. Co ciekawe, nie było to jedyne dzieło tego pana. Kilkanaście lat później DeLorean postanowił spełnić swoje marzenia o budowie własnego samochodu. Jego autorskie auta ujrzały co prawda światło dzienne, jednak w tak skromnych ilościach, że ich twórca przypłacił ten wątpliwy interes bankructwem. Takim z pierwszych stron gazet.

Bryka Hasselhoffa

Mimo, że początkowo Firebird nie potrafił przebić atrakcyjnej oferty Forda, z czasem wyrobił sobie pewną pozycję na rynku. Głównym atutem Pontiaca była mnogość opcji w wyposażeniu i wersjach silnika. Ogromnym zainteresowaniem cieszył się wyprodukowany w 1969 roku model TransAm. To właśnie za jego kierownicą David Haselhoff szalał w firmie „Knight Rider”.

Kryzys paliwowy, który dotknął Stany Zjednoczone na początku lat 70. nie ominął również Pontiaca. Firebirdowi groziło nawet wycofanie ze sprzedaży. Na szczęście szefowie GM okazali się łaskawi dla fanatyków tego auta i postanowili darować mu życie. Samochód przetrwał do dziś pod szyldem TransAm. Edward (nie mylić z Eddym) Murphy, legendarny założyciel Pontiaca odetchnął z ulgą w zaświatach... Jak powstała i radziła sobie jego marka w pierwszych latach istnienia?

Najpierw był dyliżans...

Spółka Murphy´ego, podobnie jak wiele innych firm motoryzacyjnych zaczynała od produkcji konnych powozów. Założyciel Pontiac Buggy Company szybko jednak stwierdził, że przyszłość transportu należeć będzie samochodów i powołał do życia kolejną firmę - Oakland Motor Car Company. Po roku udziały w niej wykupił niejaki William Durant, dobry znajomy Murphy´ego jeszcze z czasów, gdy obaj zajmowali się sprzedażą dyliżansów. Gdy Durant spotkał się z nim po latach, obwieścił z dumą, że właśnie jest w trakcie tworzenia wielkiego motoryzacyjnego przedsięwzięcia, General Motors.

Durant chciał zaangażować w swój interes starego kolegę, jednak Edward Murphy nie dożył lata 1909 roku. Durant wykupił resztę jego udziałów w OMCC. Ponoć po to, by wspomóc rodzinę zmarłego.

Oakland długo czekał na swoją szansę. Dopiero, gdy w latach 20. ubiegłego stulecia General Motors dotknął mały kryzys, szefowie koncernu przypomnieli sobie o marce Murphy´ego. W ofercie GM nie było niczego pomiędzy niedrogimi Chevroletami i luksusowymi Cadillakami. Dziurę zapełniła nowa marka Pontiac powstała po reorganizacji Oaklanda.

... potem auto i... karabin

Pierwsze auto z emblematem wodza Siuksów pojawiło się w sprzedaży w 1926 roku. Model 6-27 spotkał się ze znakomitym przyjęciem i już w pierwszym roku rozszedł się w liczbie blisko 80 tysięcy egzemplarzy. Niedługo potem okazało się, że popyt na Pontiaki jest tak duży, że konieczne będzie wybudowanie nowej fabryki. Jej siedziba nie mogła powstać nigdzie indziej, jak tylko w mieście... Pontiac.

Gdy po trzech latach od założenia zakładu produkcyjnego, z taśmy zjechał milionowy samochód wydawało się, że nic nie zachwieje już pozycji marki na rynku. Wielki Kryzys, który przeszedł przez całe Stany Zjednoczone, niczym huragan, omal nie doprowadził jednak do jej likwidacji. Sprzedaż Pontiaków zmalała o blisko 70 procent, auta oferowano z kilkudziesięcioprocentowymi rabatami...

Pontiaca uratował chyba tylko mariaż z Chevroletem - auta obu firm korzystały z tych samych podzespołów i części. Dzięki redukcji kosztów, marka przetrwała. Przetrwała, by przysłużyć się... amerykańskiej armii. W czasie II Wojny Światowej w fabryce Pontiaca powstawały... polowe karabiny maszynowe i przednie osie do czołgów.

Futbol amerykański w baletkach

Gdy w 1946 roku marka wróciła do produkcji aut cywilnych, popyt na nie zaskoczył nawet szefów General Motors. Rok później sprzedaż Pontiaków wzrosła do prawie 210 tysięcy egzemplarzy. Pozycję marki na rynku ugruntowało wprowadzenie w swoich samochodach automatycznej skrzyni biegów HydraMatic. To rozwiązanie szybko stało się nieodzownym atrybutem każdego szanującego się auta w Stanach Zjednoczonych.

Sielanka nie trwała długo, bowiem już pod koniec lat 50. Pontiac dotkliwie odczuł prawidłowość, że nie wystarczy produkować niezawodnych wozów. Przede wszystkim, muszą one dobrze wyglądać. Niezbyt nowoczesne kształty Pontiaków sprawiły, że sprzedaż aut z „profilem Indianina” drastycznie spadła. Na ratunek marce przyszedł Semon Knudsen, projektant, którego zadaniem było nadanie samochodom firmy nowego charakteru.

Knudsen postawił na sportowy wizerunek wprowadzając firmę w świat wyścigów. Wielkim przebojem okazał się model Bonneville z 1957 roku napędzany ośmiocylindrowym silnikiem o mocy 310 KM. Auto było szybko rozpoznawalne dzięki niskiemu zawieszeniu i bardzo szerokiemu nadwoziu. Knudsen żartował nawet, że Bonneville wygląda niczym zawodnik futbolu amerykańskiego odziany w baletki. Charakteru dodawała mu słynna, dzielona na pół atrapa chłodnicy, która w nieco zmienionej formie przetrwała do czasów obecnych. Efekt? W 1961 roku Pontiac, po raz pierwszy w swojej historii zajął trzecie miejsce w rankingu najpopularniejszych amerykańskich marek.

W 1964 roku pozycję Pontiaca postanowił zaatakować Ford. Na rynku pojawił się Mustang, a zaraz po nim opisywany wcześniej Firebird...


Marcin Zasada - AutoCentrum.pl


 

 

 

Copyright 2009 by AeMCe ®. All rights reserved.

Strona powstała przy pomocy witryny AutoCentrum.pl ®, USAuto.pl ®, FlamingWheels.pl ®, V10.pl ®
Strona główna Mail